Dobrze, że jesteś!

Jesteśmy ludźmi, którzy od wielu lat przyglądają się zjawisku homeopatii, jego wpływowi na życie i relacje. Skutki leczenia przeżyliśmy na własnej skórze. Doświadczyliśmy również uwolnienia od homeopatii, co dało nam zapał do tego, by dzielić się tym tematem z innymi.
Ta strona jest żywa!

Czekamy również na Twoje opinie:

  • jeżeli stosujesz homeopatię - jak to przeżywasz?
  • zrezygnowałeś i możesz podzielić się z nami swoim doświadczeniem?

Napisz! 

Jeszcze w dzieciństwie i młodości korzystaliśmy z różnego rodzaju terapii, które - jak się potem okazało - były okultystyczne tj. bioenergoterapii, wróżek, wahadełek itp. To pociągnęło nas dalej, bo jedna technika leczenia z tego obszaru otwiera na kolejną. Po ślubie i przyjściu na świat pierwszej córki zainteresowaliśmy się homeopatią.

Przez pierwszy rok życia nie było miesiąca, aby nasza córka nie była chora. Zaczęliśmy szukać naturalnych kuracji, ponieważ jej organizm był już bardzo osłabiony przez liczne antybiotyki. W ten sposób dotarliśmy do lekarzy homeopatów. I zaczęło się... W naszym życiu nastąpiła długoletnia ciemność i otwieranie się na zło, a jednocześnie zamykanie uszu na rozsądek i prawdę.

Byliśmy zadowoleni z przebiegu leczenia, dziecko chorowało mniej i jego stan się poprawiał. Zaczęliśmy także stosować homeopatię na sobie. Co ciekawe, w momencie, gdy jedna choroba została „wyleczona", za chwilę pojawiała się kolejna. Nie przyglądaliśmy się liczbie dotykających nas schorzeń, a jedynie cieszyliśmy się faktem, że leczymy się naturalnymi środkami! Nie mieliśmy pojęcia, jakie niesie to skutki dla naszego życia, otoczenia i całej rodziny.

Bóg obdarzył nas drugą córką. Urodziła się zdrowa. Niestety szczęście trwało krótko. W siódmym miesiącu życia pojawiły się powikłania poszczepienne. Zdiagnozowano wiotkość oskrzeli i objawy podobne do chorych na astmę: duszności, świsty w oskrzelach. Także i z tym problemem poradziła sobie nasza lekarka - homeopata. Leczenie trwało długo. Mieliśmy z nią częsty kontakt, także telefoniczny, a w momentach krytycznych polecała odpowiednie specyfiki z dobrze wyposażonej domowej apteczki, oczywiście homeopatycznej. Cieszyliśmy się, że leczymy siebie i dzieci naturalnie, bez antybiotyków i sterydów.

Gdy nasza lekarka była na wakacjach, u córki nastąpił nagły nawrót choroby. Szybko jednak, dzięki rodzinnym kontaktom dostaliśmy się do kolejnego homeopaty - jak się nam wydawało - jeszcze skuteczniejszego. Mogliśmy kontaktować się z nim telefoniczne raz w tygodniu. Trudno było się dodzwonić, bo odbierał tylko przez jedną godzin, a miał wielu pacjentów, z których każdy chciał skonsultować swój stan zdrowia. Dodzwonienie się graniczyło z „cudem". Pomagała nam w tym cała rodzina. Po udanej próbie połączenia rejestrowaliśmy profilaktycznie ich wszystkich na wizytę wszystkich jej członków, bo nie wiadomo było kiedy się znowu uda się dodzwonić.

Podczas wizyty zwierzaliśmy się lekarzowi zarówno ze spraw zdrowotnych, jak i prywatnych. Znał nas bardzo dokładnie, w tym naszą psychikę i rodzinne problemy Wyjeżdżając na wakacje byliśmy wyposażeni w różne leki, które mogą się w razie czego przydać. Trwało to latami.

W poszukiwaniu uzdrowienia trafiliśmy również do „kliniki holistycznej chirurgii fantomowej". Na przyjęcie oczekiwaliśmy kilka godzin. Podczas kontaktu z tamtejszym lekarzem dowiedzieliśmy się, że zabrania on nam leczyć się homeopatią, bo jest to niezgodne z nauką Kościoła?! Byliśmy zdziwieni, bo jako alternatywę zaproponował akupunkturę i otwieranie czakramów. Z tego sposobu leczenia korzystaliśmy przez kilka lat, jednocześnie jednak stosując homeopatię.

Byliśmy zadowoleni i czuliśmy się bezpiecznie, bo ufaliśmy, że mamy wsparcie, a wyzdrowienie jest to tylko kwestią czasu. Ta pozorność była naszą nędzą. Byliśmy głusi i ślepi na otoczenie, które mówiło nam, że to, co robiły jest złe. Jednak mimo tego Bóg nas nie zostawił. Choć nie chcieliśmy słuchać - znalazł inny sposób, abyśmy wrócili do Niego. Zaczęły się problemy z pracą, a co za tym idzie trudności finansowe. Niby powszechne w dzisiejszych czasach, ale jednak nienormalne.

W tym czasie od znajomego dostaliśmy płyty z nagraniami konferencji ojca Jamesa Manjackala. Mówił on o tym, że homeopatia, bioenergoterapia i inne metody leczenia nie pochodzą od Boga, że jest to zło. Dopiero wtedy zdobyliśmy się na wątpliwości co do tej cudownej metody. Ponieważ byliśmy katolikami, zaczęliśmy się modlić, zamawiać Msze Święte w intencji uwolnienia od tych metod, zaprosiliśmy do domu nawet księdza egzorcystę, aby pomodlił się w naszej intencji i wypędził zło. Jednocześnie! nie dopuszczaliśmy do świadomości informacji, że stosowane przez nas sposoby leczenia są złem. Mieliśmy na uwadze to, że osoby które nam je polecały były praktykującymi katolikami, i to o wiele bardziej gorliwymi od nas. Ksiądz egzorcysta opowiedział na to jednym wymownym zdaniem: „Judasz także był blisko Jezusa". I mimo tej świadomości nie chcieliśmy porzucić homeopatii i bioenergoterapii.

Dopiero podczas rekolekcji dzięki modlitwie Ojca Jamesa Bóg położył kres homeopatii w naszej rodzinie. Wracaliśmy szczęśliwi, choć w sercach pozostawała niepewność i lęk o to, co będzie, gdy choroba wróci? Zdecydowaliśmy się wyrzucić z domu wszystkie leki homeopatyczne, książki i wszystko związane z tym tematem. Zaraz po tym zostaliśmy wystawieni na próbę. Wyrzekliśmy się homeopatii, a następnego dnia nasza córka dostała świsty w oskrzelach. Z doświadczenia wiedzieliśmy, że za kilka dni będzie potrzebny lekarz, bo sama sobie nie poradzi. W rodzinie pojawiła się panika, i pytanie: co teraz zrobimy? W tym momencie Duch Święty przemówił przez naszą starszą córkę, która ze spokojem stwierdziła, że teraz w naszym życiu jest Jezus i to On nas uleczy. Wspólnie podjęliśmy modlitwę prosząc o zdrowie, wychwalając Pana i czytając Biblię. I stał się cud - wszystkie objawy u córki minęły i do dnia dzisiejszego, a minął już ponad rok od tego wydarzenia, nie było nawrotu choroby. Na kolejnych rekolekcjach prowadzonych przez Ojca Jamesa podzieliliśmy się z innymi tym świadectwem, co tylko utrwaliło uzdrowienie.

Po odrzuceniu homeopatii i naszym nawróceniu zobaczyliśmy wyraźniej co działo się w naszym życiu przez ostatnie lata. Podczas leczenia homeopatią osłabły osobiste relacje z Bogiem, a niedzielne Msze Św. traktowaliśmy tylko jako zwyczaj. W międzyczasie pojawiły się w nas lęki, obawy, stany depresyjne i zamykanie się w sobie. Homeopatia stała się naszym bożkiem. Bardzo wierzyliśmy, że w sytuacji podbramkowej wystarczy jedna wizyta u lekarza homeopaty i wszystko będzie dobrze. Za to po kilku dniach coś nowego zaczynało nam dolegać. Zdarzało się, że byliśmy na wizytach co tydzień - budując coraz mocniejszą relację z homeopatą. Za to między nami coraz częściej były kłótnie i z błahych powodów robiliśmy sobie wymówki. Brak komunikacji, opanowania i rozdrażnienie powodowały, że z dnia na dzień oddalaliśmy się od siebie. Dostrzegaliśmy w sobie nawzajem tylko błędy, gubiąc pokój serca i harmonię.

Odkąd Bóg jest na pierwszym miejscu w naszym życiu, On odbudowuje wszystkie relacje. Dziękujemy Mu za nową perspektywę życia i wolność, którą odzyskaliśmy.

Tomek z rodziną